Sztuka masowa

Wedle obiegowej opinii sztuka jest pojęciem trudno uchwytnym i bardzo trudno definiowalnym.
Jedno jest pewne – czymś jest.

Odpowiedź, wbrew pozorom, jest banalna: sztuką jest wszystko to, co w jakikolwiek sposób pobudza emocjonalnie odbiorcę.
A w przypadku odbiorcy masowego…

Sprawa staje się kontrowersyjna.
Mając do dyspozycji telewizor, prasę codzienną i kolorowe magazyny, przeciętny człowiek nie ma wyrobionego tak zwanego gustu kulturalnego.
Nie potrafi ocenić, „co jest sztuką”, a „co nie jest”.

Warto wiedzieć, że sztuką może być naprawdę wszystko – nawet reklama w telewizorze, czy zabawne, chwytliwe, łatwo wpadające w ucho hasło.

Ale od początku…

Fotografia to klasyczny przykład wymykający się klasyfikacji.
O ile albumy znanych artystów-fotografów możemy zaliczyć do kultury wyższej, o tyle już zdjęcia w magazynach nie stanowią wielkiej, artystycznej wartości.

Jednakże, niektóre, poniekąd, trafiają w gusta przeciętnego zjadacza chleba, który nie raz i nie dwa zostaje głęboko poruszony.
A jeśli coś porusza… jest sztuką!

Tak, trudno mówić o wyższych emocjonalnych stanach uduchowienia, lecz proste, pozytywne mechanizmy złożone z uczucia wesołości i nieskomplikowanej refleksji towarzyszą każdemu z nas.

Nawet, jeśli wystawieni jesteśmy na reklamę w metrze, czy krzykliwy plakat pod kinem.
Popularne, zdawałoby się formy tak zwanego copywritingu, nie ograniczają się jedynie do reklam, czy haseł.

To cała filozofia i dział marketingu!
Pytanie brzmi: ile w tym biznesie pozostaje miejsca na sztukę.
Odpowiedź: tyle, ile wartości poszczególne dzieła ze sobą niosą.

Jeśli niezrozumiała reklama roznegliżowanej, ale jednocześnie wypowiadającej frapujący tekst kobiety wzbudzi zainteresowanie przechodnia (u mężczyzn to jest wręcz gwarantowane), to osiągany jest sukces – poruszono wyobraźnię, obiekt namierzony.

Pomijając etyczny aspekt, czy marketing jest pozytywnym zjawiskiem, sztuka masowa wymyka się tak zwięzłej klasyfikacji.
Warto wiedzieć, że masowa kultura dotyczy każdego z nas – sami oceńmy